Wpłacaliście na nowe seicento dla Sebastiana K.? Musicie wiedzieć, że pieniądze przepadły

Organizator zbiórki pieniędzy na nowe seicento dla Sebastiana K. do dziś nie przekazał pieniędzy. Rok temu 40-letni Rafał Biegun z Suchej Beskidzkiej obiecywał, że cała zebrana kwota na nowe seicento trafi do 23-letniego Sebastiana K. z Oświęcimia, który jest podejrzewany o spowodowanie wypadku z limuzyną wiozącą premier Beatę Szydło.
Sprawą zajmie się teraz prokuratura. Niestety, nie mamy dobrej wiadomości dla tych wszystkich, którzy z różnych pobudek postanowili wesprzeć akcję i dai się wkręcić w zbiórkę publiczną. Jak informuje Wirtualna Polska, pieniądze do dziś nie trafiły do tego, dla którego były zbierane, a sam organizator nie tłumaczy, dlaczego tak się stało.
Jak ustaliła Wirtualna Polska, zebrane pieniądze nigdy nie trafiły ani na lokatę, ani do Sebastiana K. Sam Rafał Biegun z Suchej Beskidzkiej jako organizator zbiórki przelał zebrane pieniądze na prywatne konto bliskiej mu osoby, która miała to na nim wymusić – tak wynika z zawiadomienia, które trafiło do prokuratury. Wirtualna Polska twierdzi, że w piśmie znalazła się informacja, że… część kwoty ze zbiórki przelanej na prywatne konto miał zająć komornik, reszta miała zostać przeznaczona na spłatę czynszu i bieżące wydatki.
Przedmiotowe zawiadomienie wpłynęło do Prokuratury Rejonowej w Krakowie-Podgórzu – potwierdziła Wirtualnej Polsce fakt wpłynięcia pisma Agnieszka Nowak, prokurator rejonowy.
Dziennikarze poprosili o komentarz Rafała Bieguna, ale nie chciał na ten temat rozmawiać. Całość materiału TUTAJ.
Przypomnijmy. Dwa lata temu, po wypadku z udziałem kolumny Beaty Szydło internauci ruszyli na pomoc Sebastianowi K. z Oświęcimia, który uczestniczył w wypadku. Zbiórkę na nowe seicento założył Rafał Biegun z Suchej Beskidzkiej. Celem miało być 5 tys. zł, bo tyle wart był samochód.
Zbiórka okazała się hitem i stało się również okazją do antyrządowej kpiny z wypadku premier Szydło. W kilka dni udało się zebrać 150 tysięcy złotych od blisko 8 tysięcy darczyńców. Rafał Biegun dziś ma 40 lat, czworo dzieci i był bezrobotny. Pochodzi z Suchej Beskidzkiej, wyjechał do Anglii. Wyjechał, bo w Polsce miał długi i nie widział dla siebie perspektywy ratunku. Pracował jako sprzątający w brytyjskim Tesco.
Dwa lata temu był bohaterem mainstreamowych mediów, udzielał wywiadów i był przedstawiany jako bezkompromisowy Polak o wielkim sercu, który wziął w obronę młodego kierowcę prześladowanego przez machinę rządową i organy ścigania.
Z kolei Sebastian K. ma dziś inne zmartwienia niż pieniądze ze zbiórki, stanął przed Sądem Rejonowym w Oświęcimiu. Dwa lata temu w zderzeniu rządowego audi i fiata seicento, kierowanego przez 21-letniego wówczas Sebastiana K., ranni zostali ówczesna premier Beata Szydło oraz dwóch funkcjonariuszy BOR. Zarzut spowodowania wypadku prokuratura postawiła Sebastianowi K., który skręcał w lewo, po przepuszczeniu pierwszego samochodu rządowej kolumny. Młody kierowca nie przyznaje się do winy i odrzucił propozycję prokuratury warunkowego umorzenia postępowania sądowe ze względu na swoją dotychczasową niekaralność.
Chcesz, abyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas. Listy od Internautów już wielokrotnie nas inspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Napisz do Nas: portal@wadowice24.pl








