#1 - Bilboard double - Banner reklamowy 1400 x 400, Bilboard - Banner reklamowy 1400 x 200

Ciężkie dyżury ratowników w Wadowicach. „Ci, co nie wierzyli w epidemię, płaczą potem w karetce”

Zdecydowana większość wyjazdów karetek pogotowia z Wadowic to teraz interwencje związane z dusznościami pacjentów przechodzących Covid-19. Na porządku dziennym jest już, że na przyjecie do szpitali trzeba czekać po kilka godzin.

Powiedzieć, że dziś ratownicy medyczni w Wadowicach, podobnie jak w całej Polsce, mają pełne ręce roboty, to jakby nic nie powiedzieć. Nie ma wątpliwości, że system pomocy pacjentom się załamał, a z godziny na godzinę jest coraz trudniej. W najbliższych dniach wiele osób pomocy się może nie doczekać i nie będzie to wina ratowników.

Liczba interwencji zespołów ratownictwa medycznego w Wadowicach jeszcze nigdy nie była tak duża. W okolicznych szpitalach brak jest miejsc dla pacjentów, a karetki są w ciągłym obrocie.

Mamy do czynienia z naprawdę trudnymi sytuacjami. Bywa, że musimy czekać na to aż zwolni się miejsce dla pacjenta z dusznościami w którymś ze szpitali w Wadowicach, Suchej, beskidzkiej, Myślenicach, Oświęcimiu, czy Krakowie. Takich wyjazdów dziennie jest naprawdę dużo. Już ich nawet nie liczymy – mówi nam Maciej Kobielus, kierownik wadowickiego pogotowia ratunkowego.

W oczekiwaniu na informację o wolnym łóżku dla chorego w którymś ze szpitali, ratownicy nie rzadko sami muszą zająć się utrzymaniem pacjenta przy życiu podając mu tlen.

Zdarzały się już sytuacje, gdy potrzeba było pomocy drugiego zespołu, by do karetki w której jest pacjent dostarczyć dodatkowy zapas tlenu, bo ten się już kończył. To bardzo trudne chwile zarówno dla nas, jak i pacjentów – dodaje kierownik.

Wadowice dysponują sześcioma karetkami z załogami  ratownictwa medycznego. Nasilony okres epidemii spowodował, że nie wszędzie zespół dotrze szybko, bo w tym czasie podejmuje interwencję gdzie indziej.

Są takie sytuacje i wtedy trzeba wzywać lotnicze pogotowie ratunkowe. Tak już bywało i tak niestety będzie – mówi Maciej Kobielus.

Ratownik nie ma wątpliwości, że skala epidemii mogła być mniejsza.

Widzimy , co się dzieje. Ludzie z przekory nie noszą maseczek, kpią z tego. Mieliśmy już kilka takich przypadków, że do karetki trafiały osoby, która same się nam przyznają, że nie wierzyły w epidemię. Jedna taka osoba ze łzami w oczach o tym opowiadała. To naprawdę nie są żarty. Teraz choruje coraz więcej młodych ludzi i u młodych też jest coraz więcej ciężkich przypadków – mówi nam Maciej Kobielus.

W tym tygodniu szpitalu w Wadowicach miało być 89 miejsc dla chorych z Covidem-19. Ale i to okazało się za mało. W piątek na oddziałach leży już 109 osób o cięższym przebiegu Covid-19, z czego dwie osoby to dzieci. ostatnie doby zmarły dwie osoby.