#1 - Bilboard double - Banner reklamowy 1400 x 400, Bilboard - Banner reklamowy 1400 x 200

Beskid na dnie. Po siedmiu tłustych latach w Andrychowie nadchodzą lata chude?

To dopiero początek sezonu, ale w przypadku Beskidu Andrychów nawet słynne powiedzenie legendarnego Kazimierza Górskiego „dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe” nie daje nadziei na utrzymanie. Po siedmiu latach Andrychów żegna się powoli z trzecią ligą.

Pięć spotkań, cztery porażki, jeden punkt i tylko jedna strzelona bramka przy czternastu straconych. Po pierwszych kolejkach sezonu 2015/2016 Beskid Andrychów pełni rolę „czerwonej latarni” trzeciej ligi.

W tej sytuacji trudno nawet marzyć o pozostaniu w gronie trzecioligowców, skoro wiadomo, że wobec reorganizacji w tej klasie rozgrywkowej utrzyma się zaledwie od czterech do siedmiu zespołów.

Na domiar złego, w ostatnich dniach Beskid opuścił 23-letni wychowanek Michał Adamus, który był jednym z niewielu „twórców” trzecioligowych sukcesów, jacy pozostali w pogrążonym w kryzysie zespole.

Michał mówił nam, że wyjeżdża do pracy we Włoszech, ale nie wiedzieliśmy, że te Włochy są tak blisko, bo okazało się, że gra w Piotrowicach (oświęcimska B klasa) – mówi z lekkim rozgoryczeniem kierownik Beskidu – Jan Witkowski.

W miejsce Adamusa tuż przed zamknięciem okienka transferowego andrychowianie sprowadzili z Nadwiślanina Rusosice – 20-letniego Dawida Galę, ale ciężko przypuszczać, aby młody napastnik stał się nagle „lekiem” na niemoc strzelecką Beskidu.

O ile wcześniejsze wysokie porażki po 0:4 z KSZO Ostrowiec Świętokrzyski i Porońcem Poronin można było tłumaczyć klasą rywali, to po ostatnim sobotnim laniu na własnym stadionie spuszczonym przez „przeciętniaka” z Połańca (Czarni wygrali 4:0) już chyba nawet najwierniejsi kibice w Andrychowie zdają sobie sprawę, że dla Beskidu to ostatni z siedmiu sezonów, jakie spędził w trzeciej lidze.

Naszym największym problemem są kontuzje, które wyeliminowały kilku zawodników z gry, m.in. Michulca, Tylka czy wcześniej Kurzyńca oraz Piszczka. W poprzednim sezonie wcale jednak nie mieliśmy lepszego startu, może bramek straciliśmy trochę mniej, ale punktów uzbieraliśmy podobnie jak teraz. Nie ma u nas żadnego nacisku na wynik, głównym celem jest praca z młodzieżą, która ma przynieść efekty na przyszłość. Myślę, że z tygodnia na tydzień będzie szło ku lepszemu – uspokaja Jan Witkowski.

Czy w andrychowskiej piłce, podobnie jak w zawartym Księdze Rodzaju Starego Testamentu rozdziale o Egipcie, po siedmiu tłustych latach nadejdzie siedem lat chudych? Miejmy nadzieję, że pod Pańską Górą o wiele szybciej wygrzebią się z kryzysu.