#1 - Bilboard double - Banner reklamowy 1400 x 400, Bilboard - Banner reklamowy 1400 x 200

Po takich kontuzjach piłkarze często kończą kariery. On jednak nie zrezygnował i wrócił do gry

Kiedy półtora roku temu zerwał więzadła krzyżowe i uszkodził łąkotki, lekarz radził mu zakończenie przygody z piłką. Na amatorskim szczeblu piłkarze rzadko wracają do gry po takiej kontuzji. Przemek jednak nie poddał się i powrócił na ligowe boiska. „To była żmudna praca” – wyznaje.

Sobota, 12 października 2014 roku. Skawa przegrała aż 0:4 z Unią Oświęcim, ale nie to było najważniejsze. W 25 minucie groźnej kontuzji doznał kapitan Skawy Przemysław Dyrcz, który został zabrany przez karetkę na SOR. Diagnoza? Zerwane więzadła krzyżowe przednie i popękane łąkotki. Dalsza przygoda z piłką 23-letniego piłkarza stanęła wtedy pod wielkim znakiem zapytania.


Lekarz powiedział mi, że jak nie utrzymuje się z piłki nożnej to lepiej, żebym zrezygnował – wyznaje nam Przemek Dyrcz.

Stoper Skawy jednak nie zrezygnował. W maju ur. przeszedł operację rekonstrukcji więzadeł w Szpitalu Specjalistycznym im. J. Dietla i rozpoczął długą rehabilitację. W międzyczasie został wybrany również członkiem zarządu Skawy Wadowice, zatem poza grą, ma również wiele zadań organizacyjnych.

Rehabilitację rozpocząłem już przed operacją, aby wzmocnić mięśnie i szybciej wrócić do formy po zabiegu. Po rekonstrukcji czekała mnie żmudna praca dzień w dzień, u rehabilitanta i w domu. Później zacząłem pływać, następnie jeździć na rowerze, aż w końcu mogłem zacząć biegać – opowiada wychowanek Skawy Wadowice.

Do treningów z piłką powrócił w styczniu br., a więc osiem miesięcy po zabiegu. W lutym zaczął grać w sparingach, a w ostatnią sobotę zagrał 90 minut na pozycji stopera w zremisowanym 1:1 meczu w Stryszawie. To była Wielka Sobota dla Przemka Dyrcza, nie tylko z racji Świąt Wielkanocnych, ale również z racji tego, że powrócił do gry w okręgówce dokładnie po 550 dniach, ponownie wyprowadzając swoją drużynę na boisko jako kapitan.

Po odejściu Szymona Śliwy opaska kapitańska wróciła do Przemka Dyrcza. To bardzo inteligentny chłopak, fundament, który scala cały zespół. Jest na każdych zajęciach i mobilizuje chłopaków do gry –mówi trener Skawy Damian Pawlikowski.

Do pełni szczęścia zabrakło tylko zwycięstwa, które znacznie poprawiłoby bardzo trudną sytuację Skawy w okręgówce. Przy założeniu, że po reorganizacji rozgrywek w 3. lidze z okręgówki do A klasy spadnie sześć zespołów (analizę przeprowadziliśmy TUTAJ), wadowiczanie w dalszym ciągu tracą 6 punktów do pozornie bezpiecznej pozycji w tabeli.

Jesteśmy w trudnej sytuacji i zdajemy sobie sprawę, że bardzo ciężko będzie nam się utrzymać, ale o tym przekonamy się latem. Szansę oceniam 50 na 50 – wyznaje kapitan Skawy.