#1 - Bilboard double - Banner reklamowy 1400 x 400, Bilboard - Banner reklamowy 1400 x 200

Burmistrz „społecznik” zarobił… 150 tysięcy złotych. Opozycja śmieje mu się w twarz

Opozycja wyciągnęła burmistrzowi Wadowic Mateuszowi Klinowskiemu jego najnowsze oświadczenie majątkowe i „śmieje mu się w twarz”. Klinowski, który chciał uchodzić za „społecznika i altruistę”, tak naprawdę jest zamożnym człowiekiem i znajduje się wąskiej grupie najlepiej zarabiających Polaków.

Pamiętacie historię o tym, jak Mateusz Klinowski wnosił o „systemowe rozwiązanie” podniesienia pensji burmistrzom i wójtom o 10 tysięcy złotych? Sprawa odbiła się dużym echem w całym kraju, bo w powszechnym przekonaniu samorządowcy wcale mało nie zarabiają. Tymczasem Klinowski używał argumentu z… kosmosu.

W dzisiejszej Polsce bycie burmistrzem (przy założeniu, że nie zamierza on wykorzystywać swojego urzędu dla prywatnych korzyści) to w gruncie rzeczy robota dla… społeczników lub… szaleńców – pisał na swoim burmistrzowskim blogu Mateusz Klinowski.

Bloger Zbigniew Targosz postanowił sprawdzić, ile wynosiły zarobki „burmistrza społecznika” w pierwszym roku jego urzędowania. Do 30 kwietnia samorządowcy mieli obowiązek złożyć oświadczenia majątkowe za 2015 rok. Targosz wystąpił o dokument do wojewody i go dostał.

Nie znajdziecie tej informacji na stronach BIP. Oficjalnie Mateusz Klinowski przyznał, że zarobił w 2015 roku niemal 148 tys. złotych. Nigdy jako naukowiec nie zrobił tak dużo. Politykowanie służy dochodowi Mateusza Klinowskiego, więc nie łudźcie się, że dobrowolnie z godnie opłacanej fuchy zrezygnuje lub przestanie zabiegać o kolejne stołki… – pisze na Facebooku Zbigniew Targosz i publikuje dokument, do którego dotarł jako pierwszy.

Jak wynika z oświadczenia majątkowego, dochody Mateusza Klinowskiego wynosiły 148 tysięcy złotych rocznie, z czego zarobki burmistrza to 136 550,46 zł. Ponadto burmistrz miał jeszcze umowę o pracę z Uniwersytetem Jagielońskim, gdzie zarobił 8779, 26 zł i z tytułu umowy cywilnoprawnej z uniwersytetem otrzymał 1176 zł. Jako członek Rady Nadzorczej spółki Eko w Choczni uzyskał 1528,88 zł.

Na koncie bankowym zgromadził 70 tysięcy złotych oszczędności. W skład jego majątku wchodzi mieszkanie w Krakowie o powierzchni 37 m. kw warte 310 tys. zł.

Jak na „altruistę” i „społecznika” – bo tak lubi siebie nazywać Klinowski – 38-letni kawaler bez żony i dzieci na utrzymaniu do biednych wcale nie należy. Przy średnich dochodach 12 tysięcy złotych miesięcznie znajduje się w grupie tzw. „zamożnych Polaków”, jest w grupie 800 tysięcy najlepiej zarabiających w kraju krezusów. Próg zamożności w Polsce to obecnie 8,4 tys. zł brutto dochodu miesięcznego w Polsce.

Jeszcze rok temu, po wyborze na burmistrza, Klinowski narzekał, że jego obecne dochody wcale nie poprawią jego sytuacji materialnej w porównaniu z tym, co dostawał na uczelni. I tu też przelicytował. Okazuje się, że dochody burmistrza Klinowskiego są trzykrotnie większe niż naukowca Klinowskiego.

W tej sytuacji trudno się dziwić, że żądanie 10 tysięcy złotych podwyżki, tak zbulwersowało opinię publiczną.

Systemowe zwiększenie pensji wójtów i burmistrzów co najmniej o 10 tys. zł mogłoby spowodować, że do polityki poszliby ludzie lepiej wykształceni i nastawieni bardziej altruistycznie, którzy dzisiaj często zarabiają bardzo dobrze gdzie indziej. Zatem, oszczędności na tym stanowisku – paradoksalnie – wydają się promować niską jakość samorządowej klasy politycznej – pisał rok temu Mateusz Klinowski.