TW „Benedykt” nie donosił SB na prawników z Wadowic? On tylko mówił „to i tamto”

Prawdziwie salomonowy wyrok? Sąd Okręgowy w Krakowie w postępowaniu lustracyjnym sędziego w stanie spoczynku z Wadowic orzekł, że mimo iż miał on założoną teczkę, to nie można stwierdzić, że efektywnie współpracował z Służbą Bezpieczeństwa.
Krakowski sąd w czwartkowym wyroku oczyścił 78-letniego Witolda R. od zarzutu kłamstwa lustracyjnego i współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa. Mężczyzna 21 lat był adwokatem w Wadowicach, z potem 11 lat tam sędzią. Teraz jest w stanie spoczynku – pisze w piątkowym (12.09) wydaniu Gazeta Krakowska.
Postępowanie lustracyjne w sprawie Witolda R. toczyło się od 2006 roku. Pierwotnie w orzeczeniu Wydziału Lustracyjnego Sądu Apelacyjnego w Warszawie zapadło rozstrzygnięcie, iż sędzia z Wadowic skłamał w oświadczeniu lustracyjnym, że nie współpracował z organami bezpieczeństwa PRL. Witold R. nie uznał orzeczenia i wniósł apelację do Wydziału Karnego Sąd Okręgowego w Krakowie, który właśnie w czwartek (11.09) wydał w tej sprawie orzeczenie.
Jak ustalił sąd w Krakowie, stan faktyczny jest taki, że Witold R. był inwigilowany przez wadowicką Służbę Bezpieczeństwa od 1969 roku. Tajniacy założyli mu teczkę, w której opisali jego kontakty z ojcem i bratem, którzy przebywali za granicą.
Po jakimś czasie oficer SB Adolf K. złożył wniosek, by Witold R. został pozyskany jako Tajny Współpracownik „do rozpracowania środowiska prawniczego i lekarskiego o zabarwieniu syjonistycznym”. Witold R. znał środowiska wadowickich prawników i lekarzy, był też radcą prawnym Andrychowskich Zakładach Przemysłu Bawełnianego.
Oficer SB spotkał się z nim, by go pozyskać do współpracy zimą 1970 r. W aktach zachowanych w Instytucie Pamięci Narodowej znaleziono teczkę Tajnego Współpracownika ps. „Benedykt”. Z dokumentów SB miało wynikać, że prawnik przekazał mu odręcznie sporządzoną i podpisaną „Benedykt” charakterystykę kilku adwokatów z Wadowic.
We wrześniu 1971 r. Witold R. oświadczył oficerowi SB, że rezygnuje ze spotkań. Tym samym kontakt się urwał. W czasie procesu nie krył, że kontakty z oficerem SB były wymuszone sytuacją. Miał być szantażowany, a jego celem było uzyskanie licencji adwokackiej.
Witold R. przed sądem złożył oświadczenie, w którym zaprzeczył, by podpisał kiedykolwiek zobowiązanie do współpracy z SB. Jak się okazuje w aktach SB rzeczywiście nie ma takie zobowiązania. Materiały zwierają też adnotację o „wybrakowaniu” teczki w 1988 roku. Lustrowany stwierdził przed sądem, że z chwilą uzyskania prawa do wykonywania zawodu adwokata jego dalsze kontakty z SB nie miały sensu i z nich zrezygnował.
Sąd dał wiarę temu oświadczeniu. W swoim orzeczeniu uznał, że tak naprawdę współpraca lustrowanego z SB „była pozorowana” I choć z akt IPN wynika, iż lustrowany raz przekazywał informacje o strajku w zakładzie pracy, to według sądu nie miały one żadnej wartości dla oficerów Służby Bezpieczeństwa.
Sędzia prowadzący rozprawę lustracyjną, podkreślił też, że Witold R. podawał informacje o ludziach ze środowiska prawniczego Wadowic, ale miały one charakter opinii na zasadzie „mówi się to lub tamto o konkretnej osobie”. Sąd przyjął też, że nie ma żadnego dowodu na to, iż SB te „opinie” wykorzystało, co działa na korzyść lustrowanego.
Od orzeczenia Sądu Okręgowego w Krakowie przysługuje apelacja, ale jak pisze Gazeta Krakowska sędzia w stanie spoczynku Witold R. jest zadowolony z obrotu sprawy i apelował nie będzie.
Chcesz, abyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas. Listy od Internautów już wielokrotnie nas inspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Napisz do Nas: portal@wadowice24.pl








