#1 - Bilboard double - Banner reklamowy 1400 x 400, Bilboard - Banner reklamowy 1400 x 200

Piotr Hydzik ze srebrem na Iron Dragon: „Czułem się jak na Saharze”

Wyczerpany i odwodniony, ale szczęśliwy dobiegł na metę zawodów triatlonowych Piotr Hydzik. Wadowiczanin osiągnął kolejny wielki sukces, ale tym razem walczył nie tylko z rywalami, ale także z samym sobą. „To były jedne z moich najtrudniejszych kilometrów w życiu” – wyznaje.

297 mężczyzn oraz 37 kobiet ukończyło II edycję triatlonowych zawodów Iron Dragon w Kryspinowie. Wśród zawodników, którzy dobiegli do mety, znalazł się oczywiście nasz dzielny wadowiczanin – Piotr Hydzik, który przed rokiem w pierwszej edycji sięgnął po zwycięstwo.

Tym razem jednak w bardzo dobrej formie był jego najgroźniejszy konkurent Tomasz Marcinek, z którym Piotrek stoczył heroiczną i pasjonującą walkę o końcowy triumf. Najpierw zawodnicy mieli do przepłynięcia półtora kilometra, który nasz zawodnik pokonał w błyskawicznym tempie i jako pierwszy wyszedł z zimnej wody.

Gdy zobaczyłem na pierwszej bojce, że nikt nie „siedzi” mi na nogach postanowiłem postawić wszystko na jedną kartę i podkręciłem jeszcze tempo. Po pływaniu miałem 30 sekund przewagi nad Tomkiem. Szybka zmiana i na rower ruszyłem z szaloną myślą, aby nie dać się dogonić i jeszcze powiększyć swoją przewagę, przed biegiem w którym Tomek jest lepszy ode mnie – mówi nam Piotr Hydzik.

Zawodnicy mieli do przejechania aż 40 kilometrów na rowerze. 19-latek z Wadowic jechał wyśmienicie i powiększył swoją przewagę do 90 sekund. Meta wciąż była jednak daleko, bo do końca rywalizacji pozostało jeszcze 10 kilometrów biegania.

Do 5 kilometra biegło mi się super i moja przewaga wynosiła około 1 minuty. Jednak ciągle liczyłem, że będzie jeszcze jakiś punkt żywieniowy, gdyż coraz mocniej mój organizm domagał się wody. Z każdym metrem długiej prostej wzdłuż autostrady biegło mi się coraz gorzej. Po nawrocie widziałem jak zbliża się do mnie Tomek, a ja powoli zaczynałem czuć się prawie jak na Saharze. W połowie drogi powrotnej dopadł mnie goniący rywal, a ja nie byłem nawet na chwile utrzymać jego tempa. I tak już bardzo osłabiony starałem jakoś dotoczyć się do mety, jednak były to jedne z moich najtrudniejszych kilometrów w życiu. Dobiegnięcie do mety ułatwili mi kibice, którzy bardzo pomagali pokonać swoje słabości. Na mecie byłem niesamowicie zmęczony i odwodniony – wyznaje nasz zawodnik

Do zwycięstwa zabrakło bardzo niewiele, ale drugie miejsce na olimpijskim dystansie i w gronie tylu zawodników to naprawdę wielki i kolejny sukces po sierpniowych Mistrzostwach Polski w cross triathlonie, w których to Piotrek sięgnął po brązowy medal.