#1 - Bilboard double - Banner reklamowy 1400 x 400, Bilboard - Banner reklamowy 1400 x 200

Między chwałą a zdradą – fragmenty historii w soczewce wadowickiego kina

Kino w Wadowicach ma już sto lat. Kawał czasu i kawał historii. Bo kino wadowickie – mowa tu o dawnym jego obiekcie, przybudowanym do dawnego hotelu – było przecież nie tylko miejscem prezentacji historycznych już dzisiaj obrazów filmowych, ale także celebracji zdarzeń, które do historii miasta nad Skawą przeszły, bądź zostały całkowicie zapomniane.

Starsi wadowiczanie pamiętają akademie „ku czci” oraz wiece organizowane w sali kina w okresie po II wojnie światowej, kiedy gmach „Sokoła” i jego sala niszczone były planowo jako relikt „dawnych czasów”. Ale przecież sala kina oraz mieszczącego się obok kasyna urzędniczego bywała już dawniej widownią zdarzeń politycznych i przynajmniej w skali miasta historycznych.

Zaś niektóre osoby z dawnym wadowickim kinem związane, miały swoje historie, nie tylko znacznie odbiegające od oficjalnej wizji naszej historii narodowej, ale czasem wręcz stanowiące element historii całkowicie niepolskiej a nawet antypolskiej. To także fragment dziejów Wadowic i Rzeczypospolitej zatem warto o nim wiedzieć i pamiętać.

Kiedy ponad rok temu opublikowany został artykuł Marcina Płaszczycy „Naskarżyła na burmistrza Wadowic do samego Hermana Göringa” nikt nie zadał pytania, jak to było możliwe, że mieszkanka Wadowic i z pochodzenia Polka mogła mieć tyle tupetu, aby w warunkach niewątpliwie brutalnej hitlerowskiej okupacji skarżyć się na niemieckiego w końcu burmistrza miasta do samego marszałka Rzeszy. Przecież, gdyby to była zwykła przeciętna Polka, groziłoby jej co najmniej wysiedlenie, jeżeli nie obóz Auschwitz.

Z kolei kino i Kasyno Urzędnicze były przez cały okres międzywojenny ważnym punktem na kulturalnej mapie Wadowic. To tu spotykali się miłośnicy X muzy, których w mieście i okolicy, zwłaszcza w sferach inteligencko-urzędniczych, ale także uczniowskich nie brakowało. To tutaj odbywały się najznakomitsze obok garnizonowych bale miejskiej elity i towarzyskiej śmietanki, a także komersy (czyli bale maturalne – odbywane w odróżnieniu od obecnie znanych i realizowanych na wzór sowiecki „studniówek” dopiero po pomyślnym zdaniu egzaminu dojrzałości) uczniów Męskiego (Państwowego) i Żeńskiego (Prywatnego) Gimnazjów.

Nic zatem dziwnego, że Jan Paweł II podczas wizyty w Wadowicach w 1999 r. z niejakim rozrzewnieniem pytał: „A jeszcze jedno pytanie do młodych. Czy Wy jeszcze odbywacie komersy? Komersy po maturze. A czy chodzicie do kina? A istnieje jeszcze Kino Wysogląd?”. Gdy na to ostatnie pytanie odpowiedziało mu chóralne „Nieee” dodał, chyba z pewnym żalem: „Wszystko się zmienia”.

PIŁSUDSKI
Dzierżawcy jedynego w powiatowych i garnizonowych Wadowicach początku XX w. hotelu I kategorii z restauracją pragnęli iść z duchem czasów. Hotel mieścił się przy głównej ulicy miasta, Lwowskiej, przemianowanej później na 3 Maja. A czasy były ciekawe. Polski oficjalnie nie było. Rozdarte pod trzema zaborami ziemie Polaków różniły się losami i stopniem cywilizacji, a także swobód obywatelskich.

W Galicji, w granicach której znalazły się Wadowice, owe swobody były największe, a ich skutkiem marzenia o ponownej restytucji niepodległego państwa Polaków. Miasto było jednym z prężniejszych ośrodków polskiego ruchu niepodległościowego w ówczesnym zaborze austriackim. I chociaż głównie lgnęli do niego młodsi, gimnazjaliści czy czeladnicy, oraz ci, którzy nie dysponując wielkimi zasobami majątkowymi, nie musieli skupiać się na ich pomnażaniu i ochronie, ale przecież w różnych formach działań wspierających nie zabrakło także tych starszych czy zasobniejszych obywateli.

Do takich właśnie należeli dzierżawcy hotelu i restauracji, Teofil (pochodzący z Frydrychowic) i Amalia z Kubiców Wysoglądowie. Niestety, mimo rozkwitu dzierżawionego biznesu martwiła ich przyszłość majątku, jako że nie mieli potomka. Postanowili zatem przysposobić swojego krewnego, Jerzego Eryka później zwanego po prostu Erykiem, bratanka Wysoglądowej pochodzącego ze Śląska Cieszyńskiego i noszącego nazwisko w niemieckiej pisowni Kubitza. Z czasem, aby uprościć późniejsze procedury spadkowe Eryk przyjął nazwisko opiekunów i został przez nich usynowiony.

Teofil, kupiec i zasłużony działacz rozmaitych stowarzyszeń w mieście wspierał działalność Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” i wiele patriotycznych inicjatyw. Równocześnie rozbudowywał hotelowe zaplecze, lokując w swojej dzierżawie m.in. Resursę Urzędniczą czyli kasyno dla pracowników władz rządowych i samorządowych oraz elity mieszczańskiej.

Zwłaszcza przedstawiciele powiatu mieli tu blisko, bowiem gmach Rady Powiatowej wzniesiono dokładnie naprzeciwko hotelu (dziś bank PeKaO) zaś budynek Urzędu Finansowego kilka parcel dalej, po tej samej stronie co hotel (dziś siedziba Przedszkola i Ogniska Pracy Pozaszkolnej). Ze Starostwa także nie było daleko, jako że zlokalizowane było od wielu już lat – i przez wiele lat kolejnych – przy pl. Tadeusza Kościuszki 4.

Zapewne tej korzystnej lokalizacji zawdzięczało Kasyno, że kiedy w styczniu 1915 r. przez Wadowice maszerowały na odpoczynek do Kęt oddziały strzeleckie 1 pułku Legionów Józefa Piłsudskiego, przejeżdżający przez miasto i odbierający w Rynku przegląd czyli defiladę swych podkomendnych przyszły Marszałek, podejmowany był przez władze miejskie właśnie w lokalu Resursy.

Mimo rozpętanej kilka miesięcy wcześniej wielkiej wojennej zawieruchy i wciąż jeszcze grożącego miastu – w razie ponownego rosyjskiego szturmu na froncie – najazdu wschodnich barbarzyńców, ten dzień określiło wielu pamiętnikarzy, jako dzień chwały miasta. Był to także dzień wielkiej dumy pozostających w mieście działaczy niepodległościowych oraz samego Teofila Wysogląda. Ale ten ostatni miał w tamtym okresie jeszcze jeden powód do radości.

Sprowadził do swojego przybytku aparaturę kinoteatru, czyli projektor obrazów ruchomych. Wprawdzie kino owe było nieme, ale w mieście nie brakowało utalentowanych muzycznie osób, także ze sfer nauczycielskich czy urzędniczych, które za niezbyt wygórowane stawki chętnie akompaniowały wyświetlanym obrazom na pianinie i skrzypcach. I właśnie kino stało się ulubionym miejscem aktywności Eryka Wysogląda, który niezbyt chętnie zajmował się sklepem, hotelem czy restauracją, natomiast wykazywał wielkie zdolności, gdy trzeba było np. naprawić psującą się aparaturę projekcyjną i tym podobne urządzenia.

Na początku lat 20. Eryk poznał urodzoną w Kołomyi Zenonę Stefanię z Widajewiczów, która wkrótce została jego żoną. Wtedy otaczał ją nimb chwały, jako uczestniczkę walk we Lwowie z lat 1918-1919 na tzw. III odcinku w Szkole Konarskiego, za co odznaczona została później Krzyżem Obrony Lwowa. Pełniła służbę telefonistki, m.in. podsłuchując rozmowy prowadzone na liniach w języku ukraińskim pomiędzy placówkami walczących z Polakami nacjonalistów.
Teofil i Amalia Wysoglądowie zmarli w 1934 r. zaś Eryk postanowił zrezygnować z dzierżawy restauracji (którą właściciele wydzierżawili dotychczasowemu kierownikowi sali, Henrykowi Jasińskiemu, po wojnie krótko wiceburmistrzowi Wadowic), kontynuując działalność w hotelu i kinie. Z czasem zresztą skupił się wyłącznie na kinie, a tuż przed wojną jego największym „konikiem” stała się jazda zakupionym w 1938 r. samochodem.

Nie wiadomo jakie czynniki, spowodowały, że Zenona Wysogląd w latach 30. związała się z działającymi w Wadowicach przedstawicielami ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego – organizacji „Hromada” – stanowiącymi ekspozyturę OUN (Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów) oraz działającymi jako tzw. punkty oparcia dla emisariuszy ukraińskich przemieszczających się prowadzącym przez Wadowice kanałem przerzutowym OUN prowadzącym z Berlina i Pragi w kierunku Lwowa i Tarnopola. Jednym z członków OUN działających w Wadowicach był kierownik oddziału kasowego miejscowego Urzędu Pocztowego, Aleksander vel Aleksy (Ołeksy) Romaniuk, zwany powszechnie Oleśkiem.

Był inwalidą wojennym z czasów walk przeciwko Polakom w latach 1918-19, w których stracił nogę. Był polskim urzędnikiem państwowym gdyż władze II Rzeczpospolitej w swojej tolerancji zapewniały równouprawnienie wszystkim inwalidom wojennym, także tym, którzy nie tylko walczyli nie za Polskę, ale nierzadko wręcz przeciwko Polsce. Zarówno Romaniuk jak i Wysoglądowa znaleźli się pod dyskretną obserwacją Policji Państwowej i wojskowego kontrwywiadu, gdy ta ostatnia próbowała nawiązywać kontakty z żołnierzami wadowickiego garnizonu. Nosiła wtedy przy sobie niewielki metalowy znaczek z tryzubem, mający spełniać rolę hasła-legitymacji.

Kontakty z żołnierzami nie przerodziły się w jakieś zagrożenie dla bezpieczeństwa Polski, za to zrodzone (a może tylko odnowione?) proukraińskie sympatie doprowadziły Wysaglądową do związania się z rezydentem niemieckiego wywiadu w Wadowicach, kierownikiem tutejszej elektrowni Czylokiem (czasem pisanym także jako Czyllok). Były one niewątpliwie bliskie i oparte na pełnym zaufaniu. Kiedy w sierpniu 1939 r. uczennice wadowickiego Prywatnego Żeńskiego Gimnazjum im. Michaliny Mościckiej przebywały na kolonii w Lubczu nad Niemnem w woj. nowogródzkim, wśród nich była jedyna córka Zenony i Eryka, Bogdana, w rodzinie i wśród koleżanek zwana Bodźką.

Mimo napiętej sytuacji międzynarodowej kolonia miała planowo zakończyć się 28 sierpnia. Tymczasem już 19 sierpnia Bodźka otrzymała telegram od matki, wzywający ją do natychmiastowego powrotu do domu. Wyjechała z Lubcza 23 sierpnia wraz z wizytującą kolonię dyrektorką Gimnazjum, dr Zofią Szybalską. Pozostałe uczestniczki powróciły do Wadowic dopiero 29 sierpnia. Dopiero później wyszło na jaw, że Zenona wysłała ów telegram po otrzymaniu informacji od inż. Czyloka o rychłym wybuchu działań niemieckich przeciwko Polsce.

HITLER
Po ogłoszeniu mobilizacji w Polsce 30 sierpnia 1939 r. samochód Eryka został zarekwirowany na potrzeby wojska, zatem, aby ulubionej zabawki nie stracić z oczu, na kierowcę zgłosił się i sam właściciel. Powrócił do Wadowic dopiero kilkanaście dni później, już po wkroczeniu Niemców – i bez samochodu, który uległ awarii gdzieś na wojennych drogach.

4 września 1939 r. przed południem wkraczające do Wadowic oddziały niemieckie witała kilkunastoosobowa garstka zwolenników III Rzeszy. Tylko Czylokowie wysoko wznosili ręce w hitlerowskim pozdrowieniu, otaczający ich sąsiedzi czy znajomi stali bez tego gestu usiłując się uśmiechać. W tej grupce były i Zenona i Bogdana Wysogląd. W kilka miesięcy później o Eryku zaczęto mówić w mieście, że jest z pochodzenia Niemcem, zaś sama Zenona przedstawiała się jako Rusinka względnie Ukrainka.

Po kilku miesiącach okupacji do zamieszkałych w Wadowicach przedstawicieli nacjonalistów ukraińskich – a Aleksander Romaniuk powrócił do miasta późną jesienią 1939 r., cudem wyrwawszy się z sowieckiej strefy okupacyjnej – przybył oficer niemieckiej Abwehry (służba wywiadu i kontrwywiadu sił zbrojnych III Rzeszy – Wehrmachtu) oficjalnie jako przedstawiciel Abwehrstelle Breslau (placówka Abwehry przy VIII Wehrgaukommando – dowództwie VIII Okręgu Wojskowego z siedzibą we Wrocławiu) kapitan/major Franz von Korab.

Był specjalistą m.in. od kontaktów z nacjonalistami ukraińskimi, na tyle ważnym i upełnomocnionym, że mógł zaprosić Oleśkę Romaniuka i Zenonę Wysogląd na rozmowy do Wrocławia a jak się miało okazać, także do Berlina. I tam oprócz rozmów z przebywającymi w Berlinie przedstawicielami ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego oraz zajmującymi się tym zagadnieniem oficerami i urzędnikami niemieckimi, Zenona oraz Aleksander mieli być przedstawieni także kilku dygnitarzom państwowym Rzeszy, w tym marszałkowi Hermanowi Göringowi. Ale warto zastanowić się, czy sam fakt przedstawienia marszałkowi byłby wystarczającym pretekstem do późniejszego żądania jego względów?

Takie wyjazdy Wysoglądowej i Romaniuka do Wrocławia i Berlina miały miejsce kilkakrotnie (trzy albo cztery razy) ostatni nastąpił wczesną wiosną 1941 r. W kilka tygodni później Zenona Wysogląd i Aleksy Romaniuk zniknęli z miasta. Nie po raz pierwszy zresztą, jako że pierwsze ich zniknięcie miało miejsce latem roku 1940.

Tajemnicze zniknięcia pary znajomych bynajmniej nie miały podtekstu osobistego, a przynajmniej nic o takowym nie wiadomo. Obydwoje zostali użyci przez Abwehrę jako emisariusze do przywódców nacjonalistów ukraińskich na ziemiach polskich pozostających pod okupacją sowiecką. Abwehra z jednej strony miała świadomość, że Romaniuk jest postacią znaną w środowisku OUN (a był znany i poważany na tyle, że kiedy w połowie lat 30. owdowiał, OUN poprzez „Hromadę” znalazła dla niego drugą żonę – oczywiście Ukrainkę, aby broń Boże nie ożenił się z Polką!), ale z drugiej nie była pewna, jak wykona zadanie. Poza tym, jako inwalida potrzebował pewnej opieki. Żona nie mogła mu towarzyszyć, bo mogli obydwoje zbiec, zatem musiał mu towarzyszyć ktoś inny, do kogo on miał zaufanie. I Abwehra też. Tu ważna okazała się protekcja Czyloka, którego Wysoglądowa uważała za absolutnego geniusza, świetnie umiejącego przewidzieć przyszłość i przystosować się do wydarzeń.

Kiedy Romaniuk i Wysoglądowa znikali z Wadowic, przewożeni byli samochodem Abwehry w głąb Bieszczadów, gdzie z zaufanym przewodnikiem OUN i Niemców przechodzili kordon graniczny pomiędzy Niemcami a ZSRS. Dalej musieli sobie radzić sami, gdyż kanały przerzute OUN prowadzące na tamtym obszarze głównie ze Słowacji, były przerwane przez działalność NKWD. Wiadomo, że co najmniej raz dotarli do Lwowa, byli także w Borysławiu i Drohobyczu.

Czy był to efekt tylko jednej wyprawy, czy dwóch trudno dzisiaj ustalić. Wiadomo, że podczas jednej w wypraw przez granicę zostali ostrzelani przez patrol Wojsk Pogranicznych NKWD, ale udało im się wycofać pod opiekę Niemców. Po wiosennej ostatniej – czy może jedynej? – udanej wyprawie powrócili do Wadowic w połowie maja 1941 r. Wtedy Wysoglądowa twierdziła, że lada chwila powstanie „Samostijna Ukraina” a ona przeprowadzi się do Lwowa.

Niestety, nawet tak poważne zaangażowanie Wysoglądowej nie było dla Niemców wystarczające dla uznania, że Wysoglądowie mają prawo do dalszego dzierżawienia polskiego majątku. Pierwszeństwo przysługiwało przede wszystkim Niemcom przybywającym z Rzeszy a w następnej kolejności z terenów objętych przesiedleniami na skutek umów pomiędzy ZSRS i III Rzeszą – Besarabii, Bukowiny, Wołynia, państw bałtyckich oraz Nadwołża. Odebrany właścicielom (rodzina Słapów – fundatorzy m.in. kaplicy na wadowickim cmentarzu parafialnym) majątek przejęła Rzesza. Hotel i restaurację przemianowano na „Deutsches Haus”, którego zarządcą został pochodzący z Besarabii Masnyj, kino objęła w zarząd przybyła z głębi Rzeszy Werkmeisterowa. Zresztą dzięki jej inicjatywie zostało ono w 1941 i 1943 r. rozbudowane.

Natomiast Wysoglądowie zostali przesiedleni z mieszkania na zapleczu kina i hotelu do mieszkania przy ulicy Sienkiewicza (ówcześnie ImmelmannStrasse) 15, z którego wysiedlono nauczycielkę szkoły żeńskiej, Władysławę Deszczakowską. Eryk, a teraz już Erich, którego niemieckie pochodzenia zostało uznane, wcielony został do Wehrmachtu i wysłany jako specjalista mechanik najpierw do Holandii, później na front wschodni, a w 1944 r. przeniesiony został do Norwegii i Danii.

W Wadowicach bywał raz albo dwa razy w roku, na krótkich urlopach. Podczas ostatniego w jesieni 1944 r. zwierzył się do znajomych, że tylko czeka końca wojny i wyzwolenia Danii, bo tam ma kochankę, z którą chce ułożyć sobie życie. Zenona i Bogdana zadeklarowały się jako Niemki, ale otrzymały jedynie IV grupę DVL (Deustsche Volks Liste) (była to grupa przyznawana warunkowo i tymczasowo). Starały się być wierne, Bodźka utrzymywała zażyłe stosunki z młodymi Niemcami, zaś matka zaangażowała się w działalność Deutsche Frauen Verein (Niemieckie Stowarzyszenie Kobiet). Kiedy w lipcu 1944 r. dokonano zamach na Adolfa Hitlera stały w pierwszym szeregu na wadowickim Rynku – wtedy Adolf Hitler Platz – przed popiersiem wodza, składając zbiorową przysięgę na wierność III Rzeszy. Poza okazywaniem lekceważenia Polakom i złożeniem kilku donosów na niektóre osoby, w zasadzie mieszkańcom Wadowic nie szkodziły.

STALIN
Kiedy Sowieci zbliżali się do miasta Zenona i Bogdana postanowiły nie uciekać z Niemcami, ale przeczekać przejście frontu. Mówiły: „Przecież tu idzie Front Ukraiński, a to nasi, to nic nam nie zrobią”. Niestety, ich rachuby zawiodły. Jako posiadające volkslistę zostały zatrzymane i osadzone w obozie dla volksdeutschy, mieszczącym się w dawnym obozie niemieckiej RAD – Służby Pracy Rzeszy (Reichs Arbeits Dienst) przy alei Wolności.

Ponieważ obóz ten od powstania 28 stycznia aż do maja 1945 r. znajdował się pod bezpośrednim zarządem miejscowej placówki NKWD, zatem szybko znalazły nowych protektorów i przeniesione zostały do prac pomocniczych i gospodarczych w siedzibie NKWD przy pl. Stalina, później Armii Czerwonej, czyli w Rynku (kamienica Hommych, których rodzinę częściowo przesiedlono). I sprzed tego budynku wiosną względnie wczesnym latem 1945 r. wywiezione zostały sowiecką wojskową ciężarówką w kierunku Krakowa.

Jak twierdził szef NKWD w Wadowicach, starszy lejtnant Iwan Kałamackij, „udierały” – czyli uciekły, korzystając ze spotkania służących w Armii Czerwonej Ukraińców pochodzących z okolic Kołomyi, rodzinnego miasta Zenony. Jak było naprawdę, nie wiadomo. Wiadomo, że ich los w NKWD nie był radosny, a wykorzystywane były nie tylko do prac pomocniczych. Być może ucieczka uratowała im życie. W ponad rok później, w czerwcu 1946 r. Zenona odnalazła się w polskim obozie przesiedleńczym (DP Camp – Displaced Persons Camp – obóz dla osób przesiedlonych) w Zachodnich Niemczech – według części danych było to Schwabing-Hall w okolicy Monachium, według innej wersji miało to być Schwӓbisch Hall koło Stuttgartu. Nie wiadomo, jaki był wtedy los Bogdany. W wiele lat później informowały znajomych, że znalazły się w Wielkiej Brytanii i Kanadzie.

POGMATWANE DROGI… JAK FILMOWY SCENARIUSZ
Taki też bywał los mieszkańców Wadowic. W przypadku Bogdany czyli Bodźki nawet rodowitych wadowiczan, gdyż urodziła się w naszym mieście. Za życiowe wybory przychodziło zapłacić cenę, nierzadko wysoką. Jeżeli udało się nie zapłacić życiem, można było mówić o szczęściu. Bo życie pisało nader ciekawe scenariusze także w soczewce dziejów wadowickiego kina. Czy kiedyś powstanie o tym film?

Zapewne nie. Ale przecież warto znać chociażby scenariusz – z epizodyczną, ale jednak rolą brygadiera Józefa Piłsudskiego, czy marszałka Rzeszy Hermana Göringa, i z nastoletnim Karolem Wojtyłą – jeszcze nieznanym światu – w tle. Z grą wywiadów i kontrwywiadów największych państw środkowej Europy w pierwszej połowie XX w. A wszystko to w projekcji kina w małym powiatowym miasteczku. Bo to także są Wadowice i także taka jest ich historia.

Michał Siwiec-Cielebon