#1 - Bilboard double - Banner reklamowy 1400 x 400, Bilboard - Banner reklamowy 1400 x 200

Teraz każdy płaci podatki. Kiedyś chłopa „strzygło” się równo

Rozpoczyna się sezon zeznań podatkowych. Oprócz tych pracowniczych pitów, którymi obciążeni są pracodawcy, każdy musi złożyć tak zwaną deklarację roczną. Nie zawsze tak było. Wieki temu najgorzej mieli chłopi, także ci nasi, lokalni, których „strzygło się” równo.

Teraz wszyscy mamy takie same zobowiązania – firmy płacą, ludzie płacą, każdy płaci. Podatki dochodowe, VAT, ryczałty. Do koloru do wyboru. Nie inaczej było wieki temu, chociaż wtedy odbywało się to bezgotówkowo, najczęściej „w naturze.” I trzeba przyznać najgorzej mieli zawsze ci najbiedniejsi.

Chłopi wnosili różne daniny na rzecz państwa i dworu. Najbardziej uciążliwe było oddawanie części plonów pszenicy, żyta i jęczmienia. Z mięsa wieprzowego płacono daninę zwaną narzaz, od liczby wołów w zagrodzie – powołowe, a od liczby domów – podymne. Ponadto chłopi mieli obowiązek dostarczania wszystkich świadczeń w naturze (skór, zboża, mięsa, soli, wosku) własnym transportem do dworu i starosty który pobierał daniny w imieniu króla.

Pańszczyzna, czyli przymusowe obrabianie-własnym sprzętem -roli pańskiej była kolejnym obciążeniem ludności wiejskiej. Na początku w starostwach lanckorońskim, barwałdzkim i zatorskim pańszczyzna była fikcją.

Chłopi w zamian za uwolnienie od niej płacili szlachcie specjalny czynsz. Sytuacja zmieniła się w połowie XVI wieku, kiedy to w dobrach Komorowskich w starostwie barwałdzkim wprowadzona obowiązkową pańszczyznę – jeden dzień w tygodniu. Wkrótce Komorowskich naśladowała okoliczna szlachta. Do rozbiorów wymiar pańszczyzny doszedł nawet do czterech dni w tygodniu. I nie było mowy o 8 godzinnym trybie pracy – dzień roboczy liczono od wschodu do zachodu słońca. Wysoka pańszczyzna była jednym z powodów, dla których chłopi z Ziemi Wadowickiej tak chętnie zasilali szeregi armii powstańczej Tadeusza Kościuszki w 1794 roku.

Właściciele koni mieli ponadto obowiązek jeździć trzy razy w roku po sól do Wieliczki. Dwory nie zaopatrywały się w sól na wadowickich jarmarkach. Była ona bowiem kilkakrotnie droższa niż u źródła. W takich miejscowościach jak Lanckorona, Barwałd, Spytkowice dochodziły dodatkowe obowiązki związane z utrzymaniem zamku, czyli stróża zamkowa, zabezpieczenia i remont dróg dojazdowych, dostarczanie żywności i koni dla załogi zamkowej oraz remonty wałów i murów obronnych.

Z czasem wszystkie powinności w naturze zamieniono w daniny w gotówce. Od XVIII wieku podobnie było z pańszczyzną. Ludność wiejska stawała się coraz bardziej zróżnicowana. Ci, którzy mieli mało ziemi szukali szansy jako furmani, robotnicy leśny, flisacy na Powiślu, tkacze i drelicharze – domokrążcy w rejonach Andrychowa lub wiejscy rzemieślnicy.

Weszło to w tak powszechny zwyczaj , że gdy właściciel Wieprza, hrabia Wincenty Bobrowski, w 1819 roku zniósł zwyczaj opłacania połowy należnej pańszczyzny i kazał odrabiać ją w całości, we wsi wybuchł bunt. Nie uśmierzyło go nawet sprowadzone z Wadowic wojsko i hrabia musiał odstąpić. Chłopi, którzy dysponowali gotówką, mieli również możliwość „zakupieństwa”.

Za użytkowana ziemię czy las płacili panu mówiona kwotę w gotówce i na podstawie spisanego kontraktu stawali się dziedzicznymi użytkownikami ziemi. Bardzo dużo takich gospodarstw chłopskich funkcjonowało w okolicach Andrychowa, w dobrach Ankwiczów, Starowiejskich oraz w Brzeźnicy i Kalwarii. Dopiero patent cesarski z 1848 roku zlikwidował w Galicji pańszczyznę.