#1 - Bilboard double - Banner reklamowy 1400 x 400, Bilboard - Banner reklamowy 1400 x 200

„Aniołek Klinowskiego” zarobił 100 tysięcy złotych. Tak wygląda tani urząd?

Startując w wyborach samorządowych Mateusz Klinowski wypominał swoim poprzednikom, że brali „wysokie pensje”. On sam zarabia tyle samo, co jego poprzedniczka. Jednocześnie za jego czasów wzrosły koszty utrzymania administracji, bo Klinowski tworzy stanowiska, które są do niczego niepotrzebne i zatrudnia m.in. swoje koleżanki z uczelni. Przykładem jest Ewa Całus (28 l.) z Kluczborka, której utrzymanie kosztuje 100 tysięcy złotych.

W kampanii wyborczej burmistrz obiecywał, że będzie zatrudniał młodych ludzi z Wadowic i „nie zatrudni nikogo po znajomości”. Swojej obietnicy nie dotrzymał.

Pierwsze co zrobił, to zatrudnił po znajomości koleżanki z uczelni. Przykładem jest Ewa Całus (28 l.) z Kluczborka piastująca stanowisko wiceburmistrza, które w urzędzie takim jak wadowicki jest zupełnie niepotrzebne. Wadowice nie są wcale aż tak dużą gminą, by burmistrz sumiennie przykładający się do obowiązków nie mógł ogarnąć wszystkich spraw.

Ale pochodząca z Kluczborka młoda absolwentka studiów prawniczych, nie mająca żadnego doświadczenia w pracy samorządzie, od razu dostała od niego wysokie stanowisko i wysoką pensję.

Jak wynika z opublikowanego kilka dni temu oświadczenia majątkowego Ewy Całus (28 l.) w ciągu pierwszego roku pracy w Wadowicach zarobiła ona 106.222 zł. Do tego Całus „dorabia” sobie w gminnej komisji rozwiązywania problemów alkoholowych, gdzie dostaje dietę 2085 zł (2015 r.). Z oświadczeń majątkowych Całus wynika, że po przejściu z pracy na uczelni do Wadowic jej dochody wzrosły aż… o 100 procent.

O takich awansach i zarobkach absolwenci studiów z Wadowic mogą tylko pomarzyć.

Przypomnijmy, że sam Klinowski po przejściu z uczelni do ratusza stał się krezusem, choć na początku kadencji narzekał na „niskie zarobki”. Jego roczne dochody z tytułu wykonywanej funkcji wynoszą 148 tysięcy złotych.

Wychodzi więc na to, że na utrzymanie „tej pary rządzącej miastem” podatnicy wydają rocznie ćwierć miliona złotych.

Ciekawe, co czuje dziś Klinowski patrząc na własne materiały wyborcze sprzed dwóch lat, gdzie sprawa zarobków samorządowców była jego ulubioną bronią do hejtu?