Dyrektorzy z Wieprza potwierdzają, że rośnie liczba dzieci z dysleksją. Czy to „zmyślona choroba”?

Rośnie liczba dzieci z zaburzeniami językowymi, czy tak zwaną dysleksją. Potwierdzają to dyrektorzy szkół w gminie Wieprz, ale sprawa dotyczy całego kraju. Czas zmienić pogląd na tę chorobę, który niestety cały czas utrwalany jest w społeczeństwie. Pogląd, według którego dysleksja to „wymyślona choroba”.
Instytut Badań Edukacyjnych szacuje, że w Polsce specyficzne zaburzenia językowe (SLI) lub dysleksję ma nawet 300 tys. dzieci w wieku od 4 do 14 lat. Centralna Komisja Egzaminacyjna wykazuje, że na podstawie badań wśród gimnazjalistów wynika, iż najwięcej dyslektyków jest na Pomorzy, Mazowszu i Małopolsce ( tutaj nawet co piąty uczeń może mieć dysleksję). Najmniej jest ich w Wielkopolsce.
Dzieci dotknięte tym zaburzeniem uczą się języka powoli i z wyraźnym wysiłkiem. Mają ubogie słownictwo, problemy z gramatyką, nie rozumieją bardziej skomplikowanych struktur składniowych, nie potrafią przetwarzać złożonych tekstów. Co gorsza okazuje się, że liczba takich dzieci rośnie, co może wynikać z coraz lepszych metod diagnostycznych.
O wzroście mówią nawet nasi nauczyciele. W Wieprzu, na ostatniej sesji Rady Gminy, dyrektorzy lokalnych szkół także zauważyli problemy dzieci z nauką, zwłaszcza matematyki oraz rosnącą liczbę dyslektyków.
O dysleksji cały czas mało wiadomo, a w Polsce są miejsca, w których wykrywalność tego zaburzenia jest minimalna. Co więc może leżeć u podłoża? Z badań wynika, że częściej dysleksją dotykani są chłopcy. Zaburzenie może mieć przyczynę w gospodarce hormonalnej (nadmiar testosteronu), mikrouszkodzeniach mózgu w okresie prenatalnym lub genetyczne uwarunkowania. To jednak cały czas mała wiedza, która powoduje rozwój wielu form leczenia. A to powinno przyjść jak najszybciej. Nieleczone dziecko może szybko zniechęcić się do szkoły i obniżać swoją samoocenę.
Dlatego, jeśli zauważymy problemy dziecka z czytaniem i pisaniem, najlepiej od razu skontaktować się z pedagogiem szkolnym lub wybrać się do poradni pedagogiczno-psychologicznej. Nie wolno na siłę wmawiać sobie, że wszystko jest w porządku, „kiedyś nie było dysleksji” i „każdy kończył szkołę”. Dysleksję diagnozuje się już od ponad 100 lat, to lata ograniczeń w badaniach nad edukacją spowodowały, że w Polsce cały czas dysleksja uważana jest za „zmyśloną chorobę”.
Dziecko z dysleksją nie powinno być ignorowane, wymaga większego zaangażowania rodziców, dobrego motywowania do nauki, pozytywnych bodźców, tak aby jego samoocena nie obniżała się. Co ważne – dużą rolę odgrywają też nauczyciele, którzy powinni udowodnić dzieciom, że nauka może być świetną zabawą. Niestety nasz system edukacyjny ( „wyścig szczurów”) bardzo często nie stwarza warunków do tego aby dzieci poczuły w szkole „świetną zabawę”. Nieogarniany na lekcjach materiał dzieci muszą nadrabiać w domach odrabiając, praktycznie codziennie, „zadania domowe”. W takim systemie, nawet zdrowe dzieci mogą czuć się niekomfortowo, nie mówiąc już o dzieciach z dysleksją.
Chcesz, abyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas. Listy od Internautów już wielokrotnie nas inspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Napisz do Nas: portal@wadowice24.pl








