Zmarł pochodzący z Wadowic zakonnik, Zdzisław Woźniak. Piękne wspomnienia kolegi

W środę, 7 kwietnia, zmarł w Krakowie dotknięty koronawirusem Zdzisław Woźniak, w zakonie brat Franciszek od Dzieciątka Jezus, karmelita bosy, rodowity Wadowiczanin, który przez 47 lat pracował w Rzymie. Uroczystości pogrzebowe odbyły się 12 kwietnia w sanktuarium św. Józefa w Krakowie przy ul. Rakowickiej. Zmarły spoczął w grobowcu karmelitów bosych na Cmentarzu Rakowickim. Piękny obraz osoby zmarłego przedstawił o. Szczepan T. Praśkiewicz OCD.
Syn Ziemi Wadowickiej
Zdzisław Woźniak przyszedł na świat 16 lipca 1938 r. w Wadowicach. Jego Rodzice Czesław i Józefa zajmowali się krawiectwem i niewielkim gospodarstwem rolnym. Mieli pięciu synów i jedną córkę. W dzieciństwie Zdzisław był ministrantem, najpierw w kościele parafialnym, a potem kościele karmelitańskim na Górce, gdzie odkrył własne powołanie do Zakonu. Jesienią 1958 r. rozpoczął nowicjat w Czernej k. Krzszowic i otrzymał imię zakonne: brat Franciszek od Dzieciątka Jezus. Profesję zakonną złożył 4 października 1960 r. Przez kolejne lata podejmował różnorodne posługi w klasztorach w Czernej, Krakowie i Warszawie.
Rzymianin z adopcji
Równe 47 lat br. Franciszek spędził w Rzymie, dokładnie od 28 sierpnia 1968 do 29 sierpnia 2015 roku. Skierowali go do Wiecznego Miasta przełożeni zakonni. Przez cały ten czas pracował w „Teresianum”, tj. w Kolegium Międzynarodowym Zakonu przy Piazza San Pancrazio na Janikulum. Pełnił różne, powiedzmy „brackie” obowiązki, w których uzupełniali się wzajemnie z br. Wacławem Woźniakiem i br. Bolesławem Sordylem. Zrządzeniem Opatrzności wszyscy trzej pochodzili z Ziemi Wadowickiej: br. Wacław, senior (1903-1989) z Tomic, br. Bolesław (1931-2018) z Roczyn i br. Franciszek z samych Wadowic. Często wspominali rodzinne strony, ludzi, obyczaje i za nimi tęsknili. Jakkolwiek angażowani byli do różnych posług, każdy z nich miał też swoje specyficzne zadanie: br. Wacław był szewcem i robił klasyczne karmelitańskie sandały, br. Bolesławowi jako przedniemu krawcowi, przyszło szyć habity, i spod jego igły wychodziły one naprawdę mistrzowskie, wspaniale skrojone i leżące.
Dyrektor księgarni i znawca przednich win
Z obowiązków brata Franciszka należy zaś wymienić te, z którymi najbardziej był utożsamiany, tj. opieka nad chorymi w klasztornej infirmerii, prowadzenie księgarni wydziałowej Papieskiego Instytutu Duchowości i Wydziału Teologicznego, z drukowaniem skryptów do wykładów, a nadto opieka nad klasztorną piwnicą do której sprowadzał przednie wina: białe z „Castelli Romani”, czerwone z Palestriny, a przede wszystkim chianti z Toskanii. I miał swoje zasady w podawaniu ich w refektarzu: w dni powszednie było tylko wino białe; w święta, gdy na Mszy św. był odmawiany hymn „Chwała na wysokości Bogu” – było wino czerwone z Palestriny; w uroczystości zaś, gdy koncelebransi używali stuł koloru złotego – chianti, na deser zaś „spumante”, tj. wino musujące przygotowywane prze niego samego, w odpowiednich fazach księżyca… „Luna” (księżyc) musiał być zmniejszający się („calante”), a nie wzrastający („crescente”). Bo gdyby wino było butelkowane przy księżycu wzrastającym, zbliżającym się do pełni („luna crescente”), rozrywałoby butelki – mówił br. Franciszek z autopsji.
Specyficzna pobożność
Miał też br. Franciszek swoje zwyczaje i nabożeństwa. W młodszych latach chodził na niedzielne, gregoriańskie nieszpory do bazyliki św. Piotra. Gdy czasem nie mógł się tam udać, słuchał nagrania nieszporów czerneńskich, jeszcze z czasów przed reformą liturgiczną. Nagranie to przywiózł ze sobą do Rzymu w 1968 roku i powielił na wielu kasetach, by się zachowały. Miał też gust artystyczny. Przygotowywał szopki na Boże Narodzenie w refektarzu, w sali i na korytarzach kolegium. Rozbrzmiewały w nich z płyt gramofonowych, a później kaset magnetofonowych polskie kolędy. Lubił chodzić na odpusty do rzymskich kościołów. Na św. Cecylię na „Trastevere”, czy na św. Franciszka „Alla Ripa”, czy na św. Józefa przy „Via Trionfale”. Jeszcze za czasów Pawła VI chodził na Watykan na „Anioł Pański”, co spotęgowało się po wyborze Jana Pawła II. Ojciec Święty, gdy w kwietniu 1979 r. nawiedził „Teresianum”, brata Franciszka, jako ziomka, uściskał z radością, co uwiecznia także pamiątkowa fotografia.
Wspomagał Polaków
Gdy w latach osiemdziesiątych pojawiła się możliwość wyjazdów na studia do „Teresianum” także z Polski, i byłem jednym z kleryków skierowanych do Rymu (w 1979 r. wyjechał dzisiejszy rektor „Teresianum” – o. Albert Wach, rok później dzisiejsi profesorowie belwederscy – o. Jerzy Gogola i o. Wiesław Kiwior, a w 1980 r. dostało się to i mnie, później zaś licznym młodszym współbraciom), przywołani wyżej wszyscy trzej nasi „rzymscy” Bracia Polacy, tj. br. Wacław, br. Bolesław i br. Franciszek, byli dla nas wspaniałymi „aniołami stróżami”, wprowadzając nas w tajniki życia we wspólnocie międzynarodowej, przy podtrzymywaniu polskich tradycji, urządzaniu polskich świąt (opłatka, święconki) i rekreacji. Br. Franciszek w tym przodował.
Brat Franciszek lubił czwartkowe popołudniowe rekreacje – wyjazdy do podrzymskich miasteczek („Castelli Romani”), jak Castel Gandolfo, Frascati, Bracciano, Trevignano, rzadziej Subiaco czy Tivoli, lub karmelitańskie Montevirginio lub Montecompatri. Cieszył się, że gdy przyjeżdżali współbracia z Polski, mógł takie „przechadzki” proponować. Brał ze sobą stary, nieco trzeszczący magnetofon i odtwarzał z taśm włoskie piosenki, zachęcając do śpiewania, w czym przodował. Melodie „Romagna mia, Romagna in fiore”, czy też „O bella ciao” lub „La domenica andando alla Messa”, do dziś brzmią nam w uszach! Nie brakowało też piosenek polskich, jak „O mój rozmarynie”, „Góralu, czy ci nie żal”, czy „Dziś do ciebie przyjść nie mogę”… Bardzo podobała mu się przywołująca rodzinne miasto św. Jana Pawła II piosenka „To są górskie okolice, to jest moje miasto Wadowice”. Iluż to współbraci dzięki przejażdżkom proponowanym przez braci Bolesława i Franciszka mogło być na Monte Cassino, w Loreto czy u św. Marii Goretti w Nettuno. Miło było jechać na „porchettę” do Castel Gandolfo nad jeziorem Albano, czy też na Mentorellę, by pokłonić się Matce Bożej. Nadto piwnica brata Franciszka, pięknie i schludnie urządzona, m.in. z żyrandolami uczynionymi z butelek przez śp. br. Romana Dubla (1949-2020), który też posługiwał przez dłuższy czas w Rzymie (w latach 1991-2006), była takim punktem odniesienia, niejako polskim kącikiem w „Teresianum”, gdzie gościliśmy także naszych współbraci, krewnych, wielu polskich księży i niektórych polskich biskupów.
Włoskie obywatelstwo i pobyt na Górze Karmel
W ostatnich latach pobytu w Rzymie brat Franciszek, dzięki zaangażowaniu o. Rafała Wilkowskiego z Kurii Generalnej, uzyskał obywatelstwo włoskie (nie zrzekając się polskiego). Przed powrotem do Polski na zasłużoną emeryturę w Krakowie swojej młodości, w ramach roku szabatowego udał się na Górę Karmel, gdzie posługiwał wspomagając br. Roberta Kibałę, z którym wcześniej współpracował w „Teresianum”.
Br. Franciszek był wszędzie mile widziany i ceniony. Rozmodlony, pracowity, hojny, wspominany jest w Rzymie do dzisiaj. Pytają też o niego często nasi krewni, którzy przy okazji odwiedzania nas w Rzymie, mogli go poznać i być przez niego goszczonymi. Dziś, z racji jego śmierci, wznoszą za niego swoją wdzięczna modlitwę.
Powrót do „Domu Ojca”
Z końcem sierpnia 2015 br. Franciszek powrócił na stałe do Krakowa gdzie również dał się poznać jako człowiek niezwykle życzliwy i mimo już podeszłego wieku chętny do pracy. Pomagał w zakrystii jak i dbał o porządek w ogrodzie klasztornym. Mimo iż miał pewnie problem z chodzeniem, zawsze był obecny na porannych modlitwach i mszy św. wspólnotowej.
Niestety, nie ominął go Covid-19, z powodu którego w Wielkim Tygodniu został zabrany do szpitala, gdzie po kilku dniach stracił przytomność i mimo wysiłku lekarzy odszedł do Pana we środę Oktawy Paschalnej. Za swego życia bardzo pamiętał o zmarłych. Zawsze prosił, aby przywieźć mu nasz polski karmelitański kalendarz liturgiczny, gdzie są zaznaczone rocznice śmierci współbraci. Modlił się za nich na różańcu. Dziś sam liczy na naszą modlitwę. Podejmujemy ją w przekonaniu, że Najśw. Maryja Panna, w której szkaplerzną uroczystość (16 lipca 1938 r.) się urodził i której habit nosił, wprowadziła go wraz ze św. Józefem, którego od dzieciństwa czcił na wadowickiej „Górce”, do Karmelu Niebieskiego, gdzie Chrystus Zmartwychwstały przygarnął go do Siebie, by mógł celebrować Paschę nie znającą zachodu.

Rzym, 12 kwietnia 2021, w dniu pogrzebu śp. br. Franciszka
Treść i materiał foto: o. Szczepan T. Praśkiewicz OCD
Czytaj więcej
Chcesz, abyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas. Listy od Internautów już wielokrotnie nas inspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Napisz do Nas: portal@wadowice24.pl