Jedni śpią do oporu, inni oglądają telewizję, a on… po raz setny wszedł na Leskowiec

Setka, seteczka, setunia! Zrobiłem to, co sobie obiecałem – mówi nam Maciek Kołek z Wadowic, który po raz setny w tym roku wszedł na Leskowiec. Znamy co najmniej kilka osób, które w ten sposób, sprawdzają swoją silną wolę. Tym razem będzie o Macieju.
Leskowiec – ulubienie wzniesienie Wadowiczan, w tym samego Karola Wojtyły, który nigdy nie krył sentymentu do tych okolic.
Znamy co najmniej kilka osób, które regularnie wyprawiają się na to najwyższe w regionie wzniesienie, często obierając szczyt za punkt swego rodzaju sprawdzianu siły i wytrwałości. O setkach „zwykłych” turystów nie trzeba wspominać.
Jedną z osób, która postanowiła zrobić z Leskowca wyzwanie jest Maciej Kołek z Wadowic, który ostatniej niedzieli (19.11) wyprawił się na podwadowicką górę po raz setny w tym roku.
Zaczęło się w tamtym roku, w lipcu. Poszedłem z kolegami na Lesko i tak się zaczęło zamiłowanie do tego miejsca. W tamtym roku zaliczone było 36 razy, w tym 100! – mówi nam Maciek Kołek.
Wadowiczan na swoje „wejścia” zabiera czasami rodzinę, często towarzyszą mu koledzy. Jak mówi, „spacer” z pętli w Ponikwi do schroniska na Leskowcu zajmuje mu około 40 minut. Jedna wyprawa to około 2 godziny. Wychodzi więc na to, że wadowiczanin przeznaczył całe 8 dni z tego roku na wchodzenie i schodzenie z Leskowca.
Niezłe osiągnięcie i sposób na spędzenie wspólnych chwil z najbliższymi. Jak mówi Maciek, to też świetny sposób na lepsze samopoczucie. A Wy ile razy byliście w tym roku na takim spacerze?
Chcesz, abyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas. Listy od Internautów już wielokrotnie nas inspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Napisz do Nas: portal@wadowice24.pl








